15 tysięcy kilometrów Greyhoundem

15 tysięcy kilometrów Greyhoundem

Kilka lat temu spędziłem semestr studiów w Chicago. Po zimie w depresyjnym „wietrznym mieście”, nie było siły, która powstrzymałaby mnie przed wyruszeniem w drogę. Za nieco ponad 400 dolarów kupiłem 30-dniowy „Discovery pass” na Greyhounda, spakowałem się i ruszyłem przed siebie. Bez konkretnego planu – każdy kolejny krok wyznaczałem sobie odbierając bilet na kolejny odcinek trasy.

Uciekinier i Książę Złodziei

Uciekinier i Książę Złodziei

Im dalej na wschód tym atmosfera robi się bardziej gęsta i gorąca. Miasta kipią i duszą się spalinami wypluwanymi przez zdezelowane samochody, promieniami wysoko zawieszonego słońca, ciężkim powietrzem niesionym znad pustyń Azji i powiewami wspomnień, w których mieszają się wojny, zatargi i przedziwne historie.

Rodzina Chaczaturianów

Rodzina Chaczaturianów

W trakcie jednej z moich ucieczek zagranicznych trafiłem pod dach rodziny Chaczaturianów. Nieplanowana wizyta u zupełnie nieznanej mi rodziny była efektem serii błędnych decyzji i nieprecyzyjnych instrukcji, ale odbyła się w zgodzie z przeznaczeniem.

Dwie Sycylie

Dwie Sycylie

Są dwie Sycylie. Jedna to kraina o legendarnym pięknie – słoneczna, malownicza, rozpostarta nad lazurowym morzem, muza włoskiej kinematografii i literatury. Drugą trudno sobie wyobrazić inaczej niż gęsty sos, w którym podgrzewane 40-stopniowymi upałami kipią surowość klimatu i krajobrazu, równie trudna mentalność, silny wpływ kościoła i więzów rodzinnych, a to przyprawione bezradnością.

Włoska kolej rzeczy

Włoska kolej rzeczy

Włosi (właściwie to tylko ta mniejszość, której zależy) strasznie narzekają na swoje koleje, że się spóźniają, że brudne, że byle jakie. Pasażer z Polski (czyli w tych rozważaniach ja) nie jest w tej kwestii aż tak krytyczny.

Sycylijskie czarne charaktery

Sycylijskie czarne charaktery

Czasem pod moje sycylijskie drzwi przychodzi czarny, ślepy na jedno oko kot. Może tak czeka i nawołuje, bo kiedyś go zagadnąłem idąc do biura, a może liczy, że otworzy mu ktoś, kto tu wcześniej mieszkał. Na tą drugą opcję wskazuje gwałtowna jego reakcja, kiedy zamieniam się z ludzkiej twarzy w oknie w człowieka w drzwiach. Jeden sus i już jest pod po włosku małym samochodem, który stale parkuje przed moim progiem.

Niedzielna siesta

Niedzielna siesta

Zanim rozpocznie się głuchy festiwal sycylijskich miast, ulice i place trawią krzyki i pełne serdeczności pozdrowienia (melodyjne i przeciągłe Gioovaaani! czy Giuuseeppe!). Najśpiewniej pokrzykują rolnicy, którzy, na ape, „pszczole”, trójkołowej, karłowatej ciężarówce, już od rana zwożą do miasta swoje skarby – pomarańcze, cytryny, cebule i wszystko inne, co jest w stanie wyrosnąć na tej miesiącami słońcem palonej ziemi. Oni to potrafią i krzyknąć, i zarymować, i zaśpiewać. Czasem wyręczają się megafonem wypluwającym dźwięk pozbawiony tych sycylijskich smaczków. Takie czasy. Krzyki szybko zastępowane są zapachami przegotowanych pomidorów wymieszanych z makaronami i innych kulinariów.

Droga na południe

Droga na południe

(Po)świąteczna podróż na południe była dosyć długa. Setki kilometrów do przebycia autobusami, pociągami, samolotami, promami i pieszo. Pośpiech i zmęczenie. Na każdy środek transportu trzeba zdążyć nim koła zostaną wprawione w ruch. Zmęczenie ramiona pod ciężarem plecaków i ogólne zmęczenie wynikające z tego pośpiechu. No i to stałe niewyspanie. Dziś chyba pójdę wcześniej spać.

Balagan izraelski

Balagan izraelski

W hebrajskim jest jedno (a może i więcej) znajomych dla nas słów. To słowo to balagan. Izrael, pomimo potężnej armii, głośnej polityki oraz poważnych zagrożeń i silnych sojuszy, to taki trochę balagan.